13. kwietnia 2018 – Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej

IPN
IPN

Fragment książki Życie religijne wygnańców Polskich w Związku Sowieckim w latach 1939-1945 na podstawie wspomnień

“Podkreślić należy, że ostatecznie cała posługa księży kapelanów miała w obozach znaczenie wyjątkowe – księża nie tylko modlili się sami i za towarzyszy niedoli, nie tylko celebrowali sakramenty, nie tylko pocieszali, umacniali, ale przede wszystkim nieświadomie przygotowali swoich braci-jeńców do ostatniej, najważniejszej drogi – tj. do śmierci. Było to przygotowanie nieświadome, bowiem jeńcy do końca nie przeczuwali dokąd zmierzają w czasie ostatniego transportu. Większość była przekonana, że na Sybir, na zesłanie, bądź że zostaną przekazani Niemcom. Zdzisław Peszkowski wspominał o – ocenianych z perspektywy czasu – działaniach Sowietów, które miały na celu uśpić czujność jeńców: „Powiedziano nam, że musimy przyjąć szczepionkę przeciwko tyfusowi, żeby w obozie nie było żadnej epidemii. Wtedy nikt z nas nie myślał, że może stać się coś złego, skoro tak o nas dbają. Teraz już wiem, że te działania to była czysta gra z ich strony. Myślałem, że nadal mamy przed sobą przyszłość, a już był na nas wydany wyrok śmierci”[1]. Te pozorowane zabiegi miały na celu osłabić ewentualny opór polskich oficerów, dać im nadzieję na lepsze traktowanie, a co za tym idzie – ukryć prawdziwe zamiary jakie już powzięto w stosunku do nich.

Zapewne niewielu przeczuwało dla siebie scenariusz aż tak tragiczny, jakim miało być zamordowanie strzałem w tył głowy. Józef Czapski, wspominając bowiem likwidację obozu w Starobielsku, cytował słowa komendanta, który żegnał jeńców z uśmiechem, mówiąc: „Wyjeżdżacie tam, powiedział jednemu z nas, dokąd i ja bardzo chciałbym pojechać…”[2]. Jak zresztą wspominał ocalały z Kozielska prof. Swianiewicz: „Los zdarzył, że jestem jedynym [żyjącym] polskim oficerem, który odbył drogę transportem z Kozielska do stacji kolejowej w pobliżu Katynia i (…) w dniu 30 kwietnia 1940 roku był pobliżu miejsca kaźni, chociaż wówczas nie wiedziałem, co tam się działo… (…) Zastanawiałem się nad tym, na czym polegała ta operacja. (…) Obecność wyższego stopniem dygnitarza NKWD przy prostej w gruncie rzeczy czynności wykonawczej, jak przewiezienie kilkuset jeńców z jednego miejsca koncentracji do drugiego dałoby się wytłumaczyć, gdyby wydawano nas istotnie Niemcom. Lecz dlaczego tak nadzwyczajne środki ostrożności, dlaczego bagnety na karabinach eskorty? Na to pytanie nie miałem odpowiedzi. Lecz wówczas wśród blasków owego wiosennego dnia, nie przyszło mi do głowy, że przecież to może być egzekucja”[3]. Promienie wiosennego słońca niosły bowiem w sercach jeńców nadzieję przetrwania, a nie zapowiedź śmierci…

Bezpośrednio przed śmiercią większość nie miała obok siebie księdza, pozostało im w sercu owo „przygotowanie” z obozu, może wspomnienie ostatniej spowiedzi, ale może i na taką myśl zabrakło czasu. Został być może ułamek sekundy na wzniesienie oczu ku niebu, ostatnią modlitwa, ściśnięcie w dłoni krucyfiksu, medalika lub różańca – takie miedzy innymi rzeczy znajdowano przy zwłokach podczas ekshumacji. Potem kres ich życia wymierzył strzał w tył głowy. Ów aspekt ludzki, aspekt cierpienia, życia dramatycznie przerwanego, jest tym, który przebija się przez historyczne i teologiczne analizy. Jeńcom odebrano bowiem życie, wyrwano z łona rodzin i ojczyzny, przekreślono marzenia, które jeden z zamordowanych wówczas, na krótko przed śmiercią, utrwalił w swoim pamiętniku w następujący sposób: „Pragnąłbym, ażeby Bóg umożliwił mi powrót (wraz ze wszystkimi) do Polski, do normalnych warunków pracy – ażebym skończył prawo, mógł zrealizować zamierzenia swoje odnośnie do rodziny – a potem – potem (…) pracować naukowo choć z amatorstwa, a jak będzie to możliwe, fachowo. A przy tym życie moje tak ułożyć, aby ono mi dawało maksimum korzyści moralnych, fizycznych, materialnych, ażebym mógł rozwijać i swój charakter, swój umysł, swe ciało, ażebym się ożenił z piękną, dobrą i kochaną kobietą, ażebym miał z nią dzieci – takie, o jakich nieraz marzyłem; proszę Cię Boże i o to, bym miał kawałek ziemi swojej z zagrodą gdzieś w swoich kochanych stronach sanockich, gdzie bym mógł odpocząć z daleka od (…) gwaru miejskiego. Ażebym ten dom swój i otoczenie jego miał według swego wypieszczonego ideału, żeby w nim była piękna, duża biblioteka, przeze mnie urządzona, którą bym w części przekazał na użytek publiczny, a w części swej rodzinie. Boże! Proszę Cię o to, by rodzice moi, brat mój i siostra również kontynuowali swe życie według swych najpiękniejszych zamierzeń i według swych zamysłów i woli. Lecz przede wszystkim proszę Cię o to, by to się działo tylko – jeśli to jest możliwe, Boże – w ramach Wielkiej, Nowej i Potężnej Polski!”[4]. Niestety większości z przetrzymywanych więźniów nie dane było tych wzniosłych, a zarazem bardzo prostych marzeń zrealizować. W niewoli sowieckiej „ogromne rzesze polskich jeńców – zwłaszcza oficerowie, część elity intelektualnej polskiego narodu – poniosły męczeńską śmierć. Większość z nich naprawdę jej nie przeczuwała, czerpiąc nadzieję na przeżycie z głębokiej wiary swojej religii. Wiara ta nie opuściła ich do końca, toteż godność ich męczeńskiej śmierci czyni zbrodnię ich oprawców podwójnie ohydną”[5]

 

[1] www.pamiec.pl/pa/tylko-u-nas/14246,tesknota-za-polska-zwycieska-relacja-ks-Zdzislawa-Peszkowskiego.html [20 VII 2016].

[2] Czapski, Wspomnienia starobielskie, dz. cyt., s. 28.

[3] Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów (z przedmową gen. W. Andersa), Londyn 1982, s. 47. 49.

[4] Całość por. Pamiętniki znalezione w Katyniu, Paris–Warszawa 1990, s. 251-266.

[5] Honka, Życie religijne żołnierzy polskich…, dz. cyt., s. 175-176.

Tagi:

Leave a Reply